Info
Więcej o mnie.

Moje rowery
Najciekawsze wyprawy:

Passo dello Stelvio 2010

Dookoła Polski 2009

Pielgrzymka Rowerowa Rzeszów-Dębowiec 2009
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2023, Maj2 - 0
- 2023, Kwiecień5 - 0
- 2023, Marzec5 - 0
- 2023, Luty10 - 0
- 2023, Styczeń3 - 0
- 2022, Grudzień1 - 0
- 2022, Listopad4 - 0
- 2022, Październik8 - 0
- 2022, Sierpień11 - 0
- 2022, Lipiec21 - 0
- 2022, Czerwiec19 - 0
- 2022, Maj17 - 0
- 2022, Kwiecień22 - 0
- 2022, Marzec22 - 0
- 2022, Luty16 - 0
- 2022, Styczeń22 - 0
- 2021, Grudzień21 - 0
- 2021, Listopad23 - 0
- 2021, Październik16 - 0
- 2021, Wrzesień16 - 0
- 2021, Sierpień17 - 0
- 2021, Lipiec23 - 0
- 2021, Czerwiec23 - 0
- 2021, Maj25 - 0
- 2021, Kwiecień23 - 0
- 2021, Marzec25 - 0
- 2021, Luty19 - 0
- 2021, Styczeń27 - 0
- 2020, Grudzień21 - 0
- 2020, Listopad17 - 0
- 2020, Październik20 - 0
- 2020, Wrzesień26 - 0
- 2020, Sierpień22 - 0
- 2020, Lipiec22 - 0
- 2020, Czerwiec27 - 0
- 2020, Maj20 - 0
- 2020, Kwiecień21 - 0
- 2020, Marzec20 - 0
- 2020, Luty21 - 0
- 2020, Styczeń7 - 0
- 2019, Grudzień13 - 0
- 2019, Listopad20 - 0
- 2019, Październik17 - 0
- 2019, Wrzesień7 - 0
- 2019, Sierpień16 - 0
- 2019, Lipiec13 - 0
- 2019, Czerwiec12 - 0
- 2019, Maj5 - 0
- 2019, Kwiecień12 - 0
- 2019, Marzec6 - 0
- 2019, Luty2 - 0
- 2018, Grudzień2 - 0
- 2018, Listopad3 - 0
- 2018, Październik3 - 0
- 2018, Wrzesień10 - 0
- 2018, Sierpień7 - 0
- 2018, Czerwiec3 - 0
- 2018, Maj2 - 0
- 2018, Kwiecień15 - 0
- 2018, Marzec1 - 0
- 2018, Luty5 - 0
- 2018, Styczeń16 - 0
- 2017, Grudzień7 - 0
- 2017, Listopad17 - 0
- 2017, Październik16 - 0
- 2017, Wrzesień20 - 0
- 2017, Sierpień6 - 1
- 2017, Lipiec2 - 0
- 2017, Czerwiec14 - 0
- 2017, Maj20 - 0
- 2017, Kwiecień15 - 0
- 2017, Marzec16 - 0
- 2017, Luty2 - 0
- 2016, Grudzień4 - 0
- 2016, Listopad20 - 0
- 2016, Październik12 - 0
- 2016, Wrzesień4 - 0
- 2016, Sierpień23 - 1
- 2016, Lipiec7 - 0
- 2016, Czerwiec14 - 0
- 2016, Maj16 - 0
- 2016, Kwiecień19 - 0
- 2016, Marzec22 - 0
- 2016, Luty10 - 0
- 2016, Styczeń11 - 0
- 2015, Grudzień3 - 0
- 2015, Listopad5 - 0
- 2015, Październik4 - 0
- 2015, Wrzesień15 - 0
- 2015, Sierpień1 - 0
- 2015, Lipiec8 - 0
- 2015, Czerwiec3 - 0
- 2015, Maj5 - 0
- 2015, Kwiecień14 - 0
- 2015, Marzec8 - 4
- 2015, Luty1 - 0
- 2015, Styczeń1 - 0
- 2014, Grudzień2 - 0
- 2014, Listopad3 - 0
- 2014, Październik2 - 0
- 2014, Wrzesień2 - 0
- 2014, Lipiec3 - 0
- 2014, Kwiecień10 - 1
- 2014, Marzec5 - 0
- 2014, Luty1 - 0
- 2013, Grudzień3 - 0
- 2013, Listopad9 - 3
- 2013, Październik7 - 5
- 2013, Wrzesień1 - 0
- 2013, Lipiec3 - 0
- 2013, Czerwiec15 - 0
- 2013, Maj10 - 0
- 2013, Kwiecień14 - 0
- 2013, Marzec15 - 0
- 2013, Luty3 - 0
- 2013, Styczeń1 - 0
- 2012, Grudzień1 - 0
- 2012, Listopad2 - 0
- 2012, Październik18 - 0
- 2012, Wrzesień17 - 3
- 2012, Sierpień3 - 0
- 2012, Lipiec3 - 0
- 2012, Czerwiec9 - 0
- 2012, Maj14 - 0
- 2012, Kwiecień20 - 0
- 2012, Marzec23 - 2
- 2012, Luty2 - 0
- 2011, Grudzień8 - 2
- 2011, Listopad10 - 0
- 2011, Październik18 - 1
- 2011, Wrzesień2 - 2
- 2011, Lipiec1 - 0
- 2011, Czerwiec9 - 10
- 2011, Maj9 - 6
- 2011, Kwiecień12 - 6
- 2011, Marzec1 - 0
- 2011, Luty1 - 3
- 2011, Styczeń1 - 3
- 2010, Grudzień5 - 7
- 2010, Listopad15 - 7
- 2010, Październik19 - 13
- 2010, Wrzesień12 - 6
- 2010, Sierpień26 - 10
- 2010, Lipiec29 - 19
- 2010, Czerwiec34 - 37
- 2010, Maj15 - 40
- 2010, Kwiecień32 - 16
- 2010, Marzec28 - 13
- 2010, Luty7 - 9
- 2010, Styczeń4 - 5
- 2009, Grudzień15 - 8
- 2009, Listopad18 - 21
- 2009, Październik15 - 18
- 2009, Wrzesień29 - 13
- 2009, Sierpień22 - 15
- 2009, Lipiec26 - 7
- 2009, Czerwiec29 - 25
- 2009, Maj20 - 29
Dane wyjazdu:
46.47 km
3.00 km teren
01:54 h
24.46 km/h:
Maks. pr.:67.75 km/h
Temperatura:
HR max:166 ( 85%)
HR avg:152 ( 78%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1050 kcal
Rower:Author Airline
Power on
Wtorek, 8 czerwca 2010 · dodano: 08.06.2010 | Komentarze 5
Tak jak myślałam, rano było za wcześnie na jazdę z pulsem, jeszcze czułam w nogach maraton, a teraz już wszystko ok.Parę fotek z Bystrej z komórki



Czy ktoś wie co to za 3 szczyty na 2 zdjęciu? Te w dali. Zgadywać tym razem nie będę, bo zupełnie nie mam pojęcia ;P
Dane wyjazdu:
25.11 km
1.00 km teren
01:11 h
21.22 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author Airline
Power off
Wtorek, 8 czerwca 2010 · dodano: 08.06.2010 | Komentarze 0
Wyjechałam rano z zamiarem zrobienia masakry, ale już na pierwszych kilometrach po pulsie widziałam, że nic z tego nie będzie. W Libuszy usłyszałam wewnętrzne "wróć" i tak też zrobiłam. Tylko, że drogą okrężną. bo okazało się, że mostek w Kobylance jest zerwany. No cóż skoro mój niezdrowy rozsądek powiedział mi po co zajeżdżać się dzisiaj skoro możesz to zrobić jutro, więc może jutro coś wymyślę ;) Wróciłam do domu i wiedziałam, że jak sobie jeszcze trochę odpocznę to może popołudniu uda się ruszyć na jakiś trening.Dane wyjazdu:
8.81 km
1.00 km teren
00:25 h
21.14 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author Airline
Do miasta
Poniedziałek, 7 czerwca 2010 · dodano: 08.06.2010 | Komentarze 0
Dane wyjazdu:
35.67 km
28.00 km teren
02:52 h
12.44 km/h:
Maks. pr.:55.98 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bop
Bez takich jaj proszę... - Cyklokarpaty Kąty
Niedziela, 6 czerwca 2010 · dodano: 07.06.2010 | Komentarze 1
Przepraszam za opóźnienie, czekałam aż pojawią się jakieś fotki ;PMaraton w Nowym Żmigrodzie wspominam bardzo miło - to tutaj pierwszy raz wystartowałam w zawodach kolarskich i też odniosłam swoje pierwsze zwycięstwo :) I właśnie z takimi wspomnieniami jechałam do Kąt. Oczywiście na początku zapomniałam wziąć dokumentów do samochodu przez co spóźniłam się na mszę. Na szczęście oprócz tego już nic nie zapomniałam i dojechałam na miejsce bez problemów. Pogoda świetna, no może jak dla mnie trochę za bardzo grzało, ale chyba lepsze to niż deszcz. Jednak 2 dni słońca nie wystarczyły, żeby wyschło błotko, więc kąpiel w bagnie zaliczona. Też nie spodziewałam się wrócić z trasy sucha i czysta. Początek ostry, od razu pod Grzywacką, czyli tak jak rok temu, tylko, że teraz jedzie mi się znacznie lepiej, z roweru złażę tylko dwa razy i tylko na chwilę i tylko dlatego, że ludzie przede mną zaczęli prowadzić. Przed samym szczytem wyprzedza mnie zawodniczka z Iskry Głogoczów jadące na mini, ale na pierwszym kamienistym zjeździe wyprzedzam ją i jeszcze kilkunastu innych. Gdzieś trzeba nadrabiać straty pod górę ;)Problemy zaczynają się na błotnistym zjeździe. Moja Kenda w ogóle nie trzyma i tył tańczy jak nie wiem co. Zaliczam trzy gleby na krótkim odcinku i trochę mnie to załamuje. Dobrze, że kolejny zjazd już po kamieniach, to mogę trochę nadgonić. Z moją sklerozą nie pamiętam dokładnie trasy, wiem tylko, że w pewnym momencie wypadamy na asfalt i na jednej hopce wyprzedza mnie zawodnik z numerem 203, z czego korzystam i siadam mu na koło i jadę tak prawie do początku podjazdu pod Kamień. (Dzięki za ciągnięcie :)). Długi podjazd o niewielkim nachyleniu to to co lubię najbardziej, jeżeli chodzi o jazdę pod górę. Nawet udaje mi się wyprzedzić kilka osób. Po terenowym zjeździe przyjemny widokowy odcinek przez łąki, przejazd przez kładkę i zaczynamy męczarnię, czyli podejście pod Grzywacką zielonym szlakiem. Jechać się nie da, pozostaje tylko pchanie roweru. Dopiero przed samym szczytem wsiadam na Bopa i jadę. Zjeżdżamy tą samą drogą, którą zaczęliśmy nasz wyścig, czyli kolejna zmiana. Na samym dole skręcamy w prawo i jedziemy trasą XC z Pucharu Smoka, tylko w drugą stronę. Tutaj tracę najwięcej, bo gdybym miała dobre opony to mogła bym spokojnie jechać, z moją Kendą Komodo muszę trochę poprowadzić. W pewnym momencie na zjeździe należy skręcić w prawo i oznakowanie tego skrętu faktycznie jest kiepskie o czym wcześniej poinformował mnie gościu stojący na poboczu. Może gdyby rozciągnęli taśmę w poprzek drogi to tyle osób nie skróciłoby w tym miejscu trasy. Ja jadę prawidłowo i dalej walczę z błotem. Rzuca mnie na wszystkie strony, jakoś udaje się uniknąć gleby. Błotnisty odcinek po płaskim jest dla mnie męką, dobrze, że do mety już niedaleko. Wjeżdżam na metę właściwie nie wiem która i wyniki zmieniają się co kilka minut. Najpierw jestem druga, a za chwilę trzecia, Potem znów druga i po chwili ponownie trzecia. Już sama nie wiem o co chodzi i razem z Natalią udajemy się dowiedzieć co się dzieje i jakim cudem zawodniczka, która nie ukończyła maratonu może być na pierwszym miejscu. Potem zaczęli wymyślać z dodawaniem minut karnych, lecz dopiero zapiski z punktu kontrolnego wyjaśniły wszystko. Ogólnie z czasami, wynikami było jedno wielkie zamieszanie. Część osób celowo skracała sobie trasę, a inni ją po prostu pomylili, jednak niektórzy potrafili się cofnąć i jechać do końca tak jak należy. Nie wiem kto wymyślił karne minuty i nie wiem na jakiej podstawie obliczył, że przejechanie ominiętego, błotnistego odcinka zajęłoby 15 min., podczas gdy tak naprawdę przejechanie go zajmowało znacznie więcej czasu i uważam, że zawodnikom, którzy nie jechali do końca tak jak trzeba należała się jednoznaczna dyskwalifikacja, ponieważ jest to niesprawiedliwe wobec tych, którzy od początku do końca męczyli się jadąc wyznaczoną trasą.
A co do mojej jazdy... Zwalać na opony nie będę, ale przez nie straciłam sporo, może nawet kilkanaście minut. Myślę, że swoje zrobił też brak terenowych treningów, cały maj, nie licząc zawodów, przesiedziałam na szosie :( Ale tak ogólnie jestem zadowolona, bo ani rower nie nawalił, ani też ja nie nawaliłam. Jechało mi się o niebo lepiej niż rok temu. Dla porównania, chociaż trasy nie były identyczne: rok temu czas 4h 8min wystarczył na to, żeby wjechać na metę jako pierwsza kobieta na Mega, w tym roku czas 2h 49min dał mi drugie miejsce na nie wiem ile dokładnie kobiet, ale chyba 7 startowało, bo wiem że kilka nie ukończyło, a na wynikach są tylko Ci co ukończyli. Nawet bardziej niż sam puchar cieszy mnie to, że są jakieś postępy. Fotki z pudła nie będzie bo zapomniałam sobie włożyć bluzkę pod koszulkę klubową i debilnie to wygląda.
Gratulacje dla Natalii:)
Dane wyjazdu:
51.39 km
4.00 km teren
02:00 h
25.70 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Bop
Wszystko płynie
Sobota, 5 czerwca 2010 · dodano: 06.06.2010 | Komentarze 2
A raczej co miało odpłynąć, to już popłynęło. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek Gorlice nawiedziła taka powódź, przynajmniej kiedy ja żyję. W mojej okolicy, może obeszło się bez tragedii, ale każdy poniósł jakieś szkody. Woda zabrała wszystkie kamyki z drogi i przeniosła je na podwórko sąsiada. Natomiast obok mojego domu uaktywniło się osuwisko i namoknięta ciężka glina zjechała w dół, a jęzor osuwiska jest na tej samej wysokości, co dach garażu, a żeby było jeszcze to ściana nie wytrzymała tego nacisku i przełamała się na pół. Tyle z mojego podwórka, tutaj jeszcze nie było tak źle, ale daleko szukać nie trzeba, żeby zobaczyć domy, które zjechały wraz ze stokiem, pozrywane mosty, drogi itd...Rano w ruch poszedł sprzęt ciężki czyli wszelkie kilofy, łopaty itp., później kopnęłam się do Rowexa, żeby wreszcie wymienić mostek w Authorze. Nie zwlekałabym z tym tak długo, tylko miałam się zamienić mostkiem z Maćkiem, jednak Maciek, jak to Maciek się rozmyślił i musiałam kupić nowy mostek. Popołudniu treningowo, a przy okazji sprawdzić jak się truskawki mają, a mają się kiepściutko, bo nawet w miejscu gdzie było ich najwięcej rośnie teraz jakieś zboże :( i jak tu zarobić?

Widoczek z Korczyny. Wierzcie mi lub nie tam w dali są Tatry i nawet było je dzisiaj widać :P (fot. kiepskiej jakości bo kom.)
Wieczorem Authorem. Do miasta na spotkanie.
Dane wyjazdu:
61.71 km
2.00 km teren
02:35 h
23.89 km/h:
Maks. pr.:49.84 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author Airline
Dębowiec
Czwartek, 3 czerwca 2010 · dodano: 03.06.2010 | Komentarze 0
Dane wyjazdu:
106.02 km
4.00 km teren
04:46 h
22.24 km/h:
Maks. pr.:58.50 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author Airline
Do bikershopa
Środa, 2 czerwca 2010 · dodano: 03.06.2010 | Komentarze 1
Popołudniu do NS do rowerowego po parę rzeczy. Do Sącza jechałam drogą najgorszą z możliwych(główną) jakbym nie pamiętała ile zajęła mi ostatnia jazda samochodem na ściankę. Rowerem w tych warunkach niewiele więcej, chociaż od Cieniawy jechało się tragicznie. W Sączu dołączył do mnie Bartek, i razem wracaliśmy wariantem bocznym, czyli Kamionka, Ptaszkowa. W Ptaszkowej spotkaliśmy Dudka który po nas wyjechał i przyniósł nową siłę, jednak mnie nawet ona nie pomogła. Dzięki za towarzystwo.Parę fotek Bartka

Dane wyjazdu:
62.11 km
1.00 km teren
02:46 h
22.45 km/h:
Maks. pr.:55.34 km/h
Temperatura:
HR max:169 ( 87%)
HR avg:151 ( 77%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author Airline
La tortura
Środa, 2 czerwca 2010 · dodano: 03.06.2010 | Komentarze 0
czyli 4 razy Maguramapka podjazdu
#lat=49.55361&lng=21.2461&zoom=14&type=2
Dane wyjazdu:
54.68 km
1.50 km teren
02:11 h
25.04 km/h:
Maks. pr.:58.50 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author Airline
Z szosowcami
Niedziela, 30 maja 2010 · dodano: 30.05.2010 | Komentarze 0
Miał być trening i MTB i szosa, więc wzięłam bopa. Zajeżdżam pod Grosar i widzę samych na kolarkach, więc jeszcze raz pod dom wymienić rower. Pojechaliśmy przez Kobylankę do Sękowej i dalej na Magurę. Oj moje nogi. Nie jest tragicznie, na płaskim początkowo mogłam utrzymać w miarę wysoki puls, ale później zaczynam czuć mięśnie i nie mam siły. Postanawiam nie zwalniać tempa i po wjechaniu na Magurę opuszczam szosowców wracając z wiatrem do Gorlic.Dane wyjazdu:
227.59 km
2.00 km teren
10:05 h
22.57 km/h:
Maks. pr.:60.22 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Author Airline
Wszystkie drogi prowadzą do Szczawnicy
Sobota, 29 maja 2010 · dodano: 30.05.2010 | Komentarze 7
Wiedziałam, że to będzie masakra. I była tylko nie ze względu na trasę.Nie chciało mi się jechać samej, jednak jeden nie miał czasu, drugiego nie było w Gorlicach, a trzeci to już nawet nie wiem...Nie pozostało nic innego jak samotna wyprawa. Zapowiadali niepewną pogodę więc miałam wyjechać jak najwcześniej, czyli o 5. 4.30 dzwoni budzik, jednak mój organizm na próbę wstania z łóżka mówi definitywnie NIE! Widocznie jeszcze nie odespałam klasowej impry. Dlatego też idę spać dalej i wyjeżdżam z domu dopiero o 8.30. Trochę późno, ale zakładając, że nie złapie mnie żadna burza, awaria, kontuzja itp. to nie jest jeszcze tak źle. Jadę sobie na pocz. tempo, ale oczywiście tak jak na treningu na czas spotkałam kumpelę na chodniku, tak teraz w Ropie spotkałam znajomego z pielgrzymki xD I nie można spokojnie potrenować ;P Dalej jadę to, co w planie, czyli wytrzymałość i nawet ładnie trzymam puls. Na Krzyżówce pozbywam się banana. Przez Krynicę przelatuję dość szybko,trochę mnie samochody zwolniły. Jadę sobie wzdłuż Popradu, wokoło zbierają się ciemne chmury, tylko czekam aż zacznie padać. Na szczęście z nieba leci tylko drobna mżawka, więc nie zatrzymuję się. Na dłużej, czyli kilka minut, staję za kostką w Piwnicznej. Musiałam tylko z prawą ręką na kierownicy przez nią przejeżdżać :/ Jak szybko nie wymienię tego mostka, to mój nadgarstek długo nie wytrzyma. Ubieram więc opaskę na lewą rękę, jem mój obiad - kanapkę i jadę dalej.
(I od tego momentu piszę drugi raz bo mi zniknęło)
Już na Słowacji korzystam z rady Piotrka i nabieram sobie wody ze strumyka, wyglądała na krystalicznie czystą, a w dodatku płynęła po skale. Od Mniszka delikatnie, aczkolwiek cały czas pod górę i ciężko mi się jedzie.
Awaryjny podjazd

Na ostatnim zakręcie przed przełęczą dowiaduję się dlaczego - guma. Całe szczęście, mam wszystko co potrzeba. Biorę się do wymiany dętki. Przeciętnemu bikerowi zajęłoby to kilka minut, a mnie... hmmm...może lepiej nie będę pisać. O ile z góralem nie miałabym problemu,to z tymi szosowymi oponami miałam i to duży. Trzy razy zakładam zapasową dętkę i nie mogę w miejscu wentyla wepchać ją pod oponę, po czym okazuje się, że z wentylem coś nie tak i muszę załatać starą. Więc łatam i zakładam z powrotem. Przy okazji tej wymiany trochę mi się hamulec tylny skrzywił, więc przekręciłam klocki i ma działać. Pewnie gdyby tylne koło umiało mówić to powiedziałoby: Wszystko ok, tylko nie wsiadaj na rower, bo mogę odpaść.
Zjazd do Starej Lubowli - tragedia. Coś zaczęło się tłuc i nie wiedziałam czy to koło, czy koszyk na bidon się poluzował jeszcze bardziej. Do tego tylna przerzutka nie działała jak należy.
Pole rzepaku za Starą Lubowlą

Mój kryzys potrwał do Przeł. Leśnickiej, bo tam na widok znajomych szczytów i skałek zrobiło mi się od razu lepiej. Podjazd na początku dość długo delikatnie, dopiero od Vielkiego Lipnika krótko i treściwie, czyli 12% i serpentyny.
Serpentyny


Widoczki ładne, zarówno na północ jak i na południe, ciekawe czy przy dobrej pogodzie widać Tatry, wtedy dopiero dostałabym powera xD
Na przełęczy

Rabsztyn pomylony z Wysoką ;P
W dali Czerwony Klasztor i Trzy Korony
Skałki za Leśnicą

Widać, że krzywo założyłam koło ;P

Zjeżdżam do Leśnicy, potem wzdłuż Dunajca i w Krościenku pojawiam się o 17. Nie jest źle. Do Sącza jadę dość, szybko, a przy okazji odpoczywam, bo cały czas kręcę po płaskim. W międzyczasie w Zabrzeżu uzupełniam płyny w bidonie i kawałek dalej spotykam miłego kolarza, z którym chwilę rozmawiam. Za skrętem na Kamionkę padam i nie wiem czemu. Z trudem jadę 20km/h a przecież nie jest pod górę, no może zaczął się niewidoczny podjazd. W Ptaszkowej już wiem co nie tak, tylne koło się w ogóle nie kręci. Przestawiam hamulec i z lekkością mknę do domu, nawet Ropska pada stosunkowo łatwo i gdyby nie moja awaria to nie potrzebne by mi były lampki, a tak od Szymbarku jadę w ciemności. Wracam zmęczona, ale nie wyrąbana.
Pozdro dla chłopaków z Rzeszowa, kolarza z Łącka i dla tych, którzy chcieli ze mną jechać, ale z różnych powodów nie mogli :)
Trasa taka jak na mapie tylko w drugą stronę i bez podjazdu pod zamek
#lat=49.38058&lng=20.6488&zoom=10&type=2
