Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi yeti91 z miasteczka Gorlice/Kraków. Od 1 maja 2009r. przejechałam 48545.26 kilometrów w tym 3908.42 w terenie. Toczę się powoli, ale cały czas do przodu ;P z prędkością średnią 18.84 km/h.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Grupetto Gorlice 2


Najciekawsze wyprawy:



Kwiatuszki alpejskie Passo dello Stelvio
Passo dello Stelvio 2010


Dookoła pomniejszone
Dookoła Polski 2009


Pielgrzymka pomniejszone
Pielgrzymka Rowerowa Rzeszów-Dębowiec 2009


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy yeti91.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
149.29 km 0.00 km teren
07:17 h 20.50 km/h:
Maks. pr.:41.91 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:242 m
Kalorie: kcal

Zguba

Poniedziałek, 3 sierpnia 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Pogorzel -> Parysów -> Jaźwiny -> Góra Kalwaria -> Dziecinów -> Dęblin -> Gołąb
Sprawdziły się przepowiednie mamy Tomka. W no cy nawiedziły nas okropne burze, dlatego też tytuł poprzedniego wpisu "Światło za darmo".Naprawdę było jasno. Pioruny waliły z każdej strony. Najbardziej obawialiśmy się, że woda zjeziora nas dosięgnie. O 4 rano zaczął się koncert grzmotów połączony z błyskiem światła. Ok. 8, gdy na chwilę ucichło, zaczęliśmy się zwijać i mieliśmy szczęście, że zrobiliśmy to w miarę szybko. Gdy zobaczyliśmy nadciągające chmury od razu pognaliśmy na przystanek. Zdążyliśmy, pięć minut później byłoby po nas. Taka masakryczna burza... Czekaliśmy chyba ponad godzinę. Jak już przestało grzmieć, ruszyliśmy dalej. Najpierw na Parysów, gdzie jakiś miejscowy polecił nam boczną drogę, później do Dziecinowa. Tam zrobiliśmy zakupy i zatrzymaliśmy się 100m za sklepem nad stawem. Wszyscy mieszkańcy sprawiali wrażenie narąbanych, dziwna ta wieś. Potem do Góry Kalwarii, bez potrzeby, bo na miejscu okazało się, że tam nic nie ma. Pojechaliśmy tylko jakieś 2 km dalej do Czerska, żeby zobaczyć zamek. Wstęp 2zł, więc tylko zza ogrodzenia. Potem z powrotem do Dziecinowa i na wojewódzką drogę na Sandomierz. A droga ta z super betonami ciągnącymi się przez 30km, mimo że nie ruchliwa nie była zbyt wygodna. W Maciejowicach postój pod sklepem, następny pod Lidlem w Dęblinie. Tam zauważyłam, że na mojej przyczepce nie ma jednego sandała. Postanowiłam się wrócić. Zguba znalazła się po 100m :) Od Dęblina zaczęło się poszukiwanie miejsca na namiot. W końcu rozbiliśmy się na działce pewnej pani w Gołębiu. Obok był staw, więc zostaliśmy zaatakowani przez stado komarów, nie pomógł nawet Off.
Poranna przeprawa przez błotko © yeti91

Złowieszcze chmury © yeti91

Kościół w © yeti91

Zamek w Czersku © yeti91

Droga Wojewódzka wzdłuż Wisły © yeti91

<= Poprzedni
Następny =>

Dane wyjazdu:
145.39 km 2.00 km teren
07:47 h 18.68 km/h:
Maks. pr.:37.59 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:156 m
Kalorie: kcal

Światło za darmo

Niedziela, 2 sierpnia 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Przasnysz -> Maków Mazowiecki -> Wyszków -> Jadów -> Mińsk Mazowiecki -> Pogorzel
Z Przasnysza po kolejnym pięciogwiazdkowym hotelu ;) znaczy się noclegu w domku po obfitym i wyśmienitym śniadanku ruszamy dalej. Zauważyłam taką dziwną rzecz wszystkie super noclegi (Gorlice, Nysa, Szczecin, Przasnysz) wypadły nam z soboty na niedzielę, i w niedzielę zawsze mieliśmy śniadanie i w miarę normalny obiad. W życiu nie ma przypadków... Ktoś z góry nam zapewnił przynajmniej jeden luksusowy dzień :D. Najpierw do Makowa Mazowieckiego na mszę, potem przez Pułtusk (najdłuższy rynek w Europie). Po drodze spotkaliśmy pielgrzymkę z Elbląga, a że właśnie odpoczywali, to zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby pogadać. Okazało się, że przewodnikiem grupy jest ksiądz pochodzący z Gorlic. Pojechaliśmy chwilę za pielgrzymką, przypominając sobie pielgrzymowanie w Karolci :)Z Pułtuska przez Wyszków, następnie drogą na Łochów. Minęliśmy najpierw drewniany krzyż z figurą Matki Bożej, a następnie skręt w lewo do Loretto - osiedle wiejskie, w którym znajduje się sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej. Niestety nie było czasu na zbaczanie z trasy :/ Później przez Urle, również ciekawą miejscowość- wszystkie domy są chronione, w dodatku tą samą firmą. W pewnym miejscu droga główna skręcała w lewo, a ja pojechałam prosto, bo wydawało mi się, że ta droga jest kontynuacją. Dopiero za bramą zauważyłam że jestem na czyjejś posesji. Dudek pojechał za mną i jak zaczęłam zawracać, to pyta się o co chodzi. Z jadowa czekał nas 30km odcinek nudną i prostą główną i ruchliwą drogą. Zrobiliśmy sobie odpoczynek na łączce, chyba najdłuższy na całej wyprawie. Przed Mińskiem Mazowieckim próbowaliśmy jakoś ominąć drogę z zakazem ruchu dla rowerów i dojechaliśmy do... różowego słonia! xD W końcu pojechaliśmy przez Mińsk i później
w stronę Siennicy, gdzie mieliśmy zamiar się rozbić. Ale po drodze napotkaliśmy jeziorko, to wpakowaliśmy się na jego drugi brzeg, na wysepkę, przedzierając się przez bagno.To chyba nie było najlepsze wyjście... co okazało się rano.
Chodź z nami przyjacielu :) © yeti91

Drewniany krzyż w lesie © yeti91

I znaleźliśmy różowego słonia xD © yeti91

Smacznego ;P © yeti91

<= Poprzedni
Następny =>

Dane wyjazdu:
123.54 km 2.00 km teren
07:22 h 16.77 km/h:
Maks. pr.:42.48 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:360 m
Kalorie: kcal

Po raz pierwszy mamy czas

Sobota, 1 sierpnia 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Bartąg -> Olsztynek -> Nidzica -> Muszaki -> Janowo -> Przasnysz
Nie chciało nam się cofać, więc szukaliśmy jakiejś drogi na skróty. Pewien turysta z dokładnym atlasem samochodowym poradził nam jechać przez Ruś, jednak obawialiśmy się stanu leśnej drogi. Zmodyfikowaliśmy trasę i pojechaliśmy przez Olsztynek. Na którymś z podjazdów, wkurzony moim wolnym tempem, Tomek zlitował się nade mną i wziął przyczepkę. Od tej pory jechaliśmy w miarę równo. W Nidzicy pojechaliśmy na zamek i zrobiliśmy zakupy w Tesco. Następnie drogą na Wielbark i w Muszakach na Janowo. Potem skomplikowaną drogą do Przasnysza. Gdzieś w okolicy Janowa jakiś starszy pan jadący samochodem zatrzymał się i zafascynowany przyczepką i marzący o wyprawie musiał zadać szereg pytań. Do Przasnysza dotarliśmy ok 18. Pozostało tylko dowiedzieć się gdzie mamy nocleg i znaleźć właściwy dom. Wieczorem mieliśmy jeszcze okazję podziwiać skoki spadochronowe(w pobliżu było lotnisko).
W Ameryce :) © yeti91

Tir z przyczepą ;) © yeti91
/
Zamek w Nidzicy © yeti91

Dziedziniec zamkowy © yeti91

<= Poprzedni
Następny =>

Dane wyjazdu:
118.12 km 3.00 km teren
07:52 h 15.02 km/h:
Maks. pr.:46.05 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:270 m
Kalorie: kcal

Kryzys c.d.

Piątek, 31 lipca 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Elbląg -> Pasłęk -> Morąg -> Łukta -> Olsztyn -> Bartąg
Dalsza część kryzysu, chociaż nie było tak źle, z moją nogą przynajmniej. Po kuracji warzywno - znieczulającej stan kolana polepszył się i byłam w stanie jechać. Przed Morągiem trochę zgubiliśmy się nawzajem, bo Tomek poszedł myć się w jeziorze, a ja w tym czasie zatrzymałam się kawałek dalej na chwilę. Tomek nie zauważył mojego sprzętu i mnie gonił, a tak naprawdę to ja goniłam jego. W Morągu jeszcze na dodatek był, jakiś wypadek, a ja dalej nie wiedziałam gdzie on jest, bo telefon oczywiście wyłączony. Spotkaliśmy się w Pasłęku i od tej miejscowości miałam zaszczyt jechać z kimś a nie sama. Jakieś 20km przed Olsztynem zatrzymaliśmy się nad jeziorem, żeby się umyć.Przy okazji zrobilam jeszcze małe pranie. W Olsztynie pod Realem spotkałam małżeństwo, które ma zamiar wybrać się na wyprawę wzdłuż wybrzeża. Poradzili mi, żebyśmy się rozbili niedaleko Jeziora Bartąg. No i pojechaliśmy tam, tylko ciężko było znaleźć tam jakieś odludne miejsce. A spanie 2m od drogi gdzie ciągle ktoś łazi nie jest miłe.
Obiad nad jeziorem © yeti91

Jez. Ukiel (Olsztyn) © yeti91

<= Poprzedni
Następny =>

Dane wyjazdu:
98.20 km 0.00 km teren
06:00 h 16.37 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:100 m
Kalorie: kcal

Słoneczko przygrzało

Czwartek, 30 lipca 2009 · dodano: 09.08.2009 | Komentarze 0

Gdynia -> Gdańsk -> Nowy Dwór Gdański -> Elbląg
Najpierw do Sopotu i poszukiwania sklepu rowerowego. W wielkim i znanym serwisie dowiedzieliśmy się, że nie wymienią mi szprychy, bo to jakaś godzina roboty. Na szczęście na deptaku w Gdańsku natrafiliśmy na mały serwis, gdzie wymienili mi szprychę, wycentrowali koło od ręki i zajęło to jakieś 15min. Ogólnie kryzys dzisiaj.20km przed Elblągiem tak mi kolano nawaliło, że ledwo jechałam. W Elblągu skoczyłam tylko do apteki po suchy lód. Hmmm a z powodu takiego, że komuś mocno przygrzało musieliśmy zrezygnować z Mazur. Już nigdy więcej nie zgodzę się na coś takiego.
Gdańsk © yeti91

Most na Wiśle © yeti91

Stare babki © yeti91

<= Poprzedni
Następny =>

Dane wyjazdu:
202.52 km 5.00 km teren
12:00 h 16.88 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:530 m
Kalorie: kcal

Najdalej na północ

Środa, 29 lipca 2009 · dodano: 09.08.2009 | Komentarze 0

Wicko -> Karwia -> Władysławowo -> Hel -> Władysławowo -> Gdynia(Karwiny)
Przyznam się, że z odcinka do Karwii niewiele pamiętam. Przypomina mi się jak wyprzedzałam jakiegoś dziadka na rowerze i zapomniałam, że jestem dłuższa niż normalnie(tak na przyczepce powinnam mieć napis Long vehicle i znak ograniczenie prędkości do 40 km/h :D)Biedak prawie się przeze mnie wywalił. Potem szukanie drogi na skróty, po rozmowie z policją trafiliśmy na właściwą. W Jastrzębiej Górze zatrzymaliśmy się na plaży. A ludu tam pełno, jadąc przez Karwię ciężko było wyminąć się z samochodami. W Jastrzębiej jeszcze jedno ważne miejsce - Przylądek Rozewie, czyli dalej na północ w Polsce już nie będziemy. Pamiątkowa i chyba jedyna wspólna fotka przy pomniku " Gwiazda północy", którą zrobił uprzejmy turysta. Jedziemy dalej beznadziejną, bo wyłożoną kostką drogą. Ciągnie się ona chyba 5 albo więcej km. Czasem zjeżdżamy na chodnik, bo tędy wygodniej. Z Władysławowa kierujemy się na Hel. Cały czas ścieżką rowerową, piękne widoczki na Zat. Pucką. Dopiero bliżej Helu ścieżka prowadzi leśną dróżką i wtedy zjeżdżamy na asfalt. Okazało się jednak, że nie da rady jechać asfaltem, bo miejscowi kierowcy dojeżdżają do samych sakw i trąbią tak głośno, że można z roweru spaść. Przed Helem poczułam ukłucie w prawym kolanie i wiedziałam już, że coś jest nie tak. Musiałam troszkę zwolnić. A sam Hel jako miejscowość ... podobny do Szczecina. Widzisz znak "Hel" potem transparent "Jesteś w Helu- uśmiechnij się :)", i nic. Cały czas las, pierwsze budynki zaczną się za jakieś 7 km. Na Helu zatrzymujemy się na plaży, potem spotykamy bikera z Białegostoku, który zaprowadza nas do portu. Okazało się, że bilety na tramwaj wodny są już wykupione i najwcześniejszy wolny rejs jest za 4,5 h. Więc wracamy na kołach. Do Pucka i za Puckiem ścieżką rowerową. Potem wpadamy na główną. W Redzie dzwoni do mnie Diabeł (takie pseudo ;)) i życzy połamania kół. 30 min później wbijam gwóźdź do opony i łamię szprychę. Życzenia w pewnym stopniu się spełniły.Nie kupiłam wcześniej dętki, bo nigdzie nie mieli z samochodowym, wszystkie sklepy zamknięte, nawet skoczyłam do Lidla, w którym była ostatnio kolekcja rowerowa, ale jego też zamknęli 10 min. wcześniej. Mieliśmy niesamowite szczęście, bo minął nas pomocny, rowerzysta, który przywiózł nam dętkę z domu. Założyliśmy i w ciemnościach do Gdyni. Nocne poszukiwania dzielnicy Karwiny i ulicy Źródła Marii udały się i po północy dotarliśmy na miejsce.
Jez. Żarnowskie © yeti91

Gwiazda Północy - najdalej na północ w Polsce © yeti91

Jesteś w Helu- uśmiechnij się :) © yeti91

Jesteś w Helu- uśmiechnij się 2 :) © yeti91

Zatoka Pucka © yeti91

Paralotnia w Pucku © yeti91

Awaria w Rumi © yeti91

<= Poprzedni
Następny =>

Dane wyjazdu:
170.08 km 15.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:42.88 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:460 m
Kalorie: kcal

Mała awaria i serwis w Ustce

Wtorek, 28 lipca 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Gąski -> Mielno -> Łazy -> Sucha Koszalińska -> Darłowo -> Ustka -> Smołdzino -> Wicko
Na szczęście sprawdziły się poglądy innych plażowiczów i nikt nas nie wygonił z plaży. Zebraliśmy się i w drogę. Przez Mielno i w Łazach w prawo do Suchej Koszalińskiej i już prosto do Ustki przez Darłowo. W Pieńkowie Tomek rozwalił oponę i okazałam się mu potrzebna. Akurat jechałam sobie wtedy spokojnie przodem licząc na to, że mnie zaraz dogoni. Dopiero jakiś gosciu z auta powiedział mi, że kolega ma awarię, no to zawróciłam. W Ustce poszukiwania rowerowego- miły mieszkaniec zaprowadził nas na samo miejsce. A tam pani wszystkowiedząca, oczywiście koła nie udało się scentrować, ale mówi się trudno i jedzie się dalej. Sprzedawczyni poradziła nam jechać Szlakiem Zwiniętych Torów. No to pojechaliśmy. Obok Gwiazdy Morza, potem na Przewłokę i Wytowno. Tam już były jakies znaki, więc skręciliśmy w las. Szlak nawet spoko, przejezdny leśną drogą nie tak strasznie piaszczystą, ale mimo wszystko wolniej niż asfaltem, dlatego też zrezygnowaliśmy z niego. Dojechaliśmy do Smołdzina i tu 2 opcje: jechać dłuższą drogą asfaltem, czy też pakować się na Kluki i potem kawałek terenem. Wolałam wersję drugą, jednak pojechaliśmy za asfaltem, bo nie chciałam wysłuchiwać pretensji, gdyby szlak okazał się średnio przejezdny. Wydmy było widać tylko z daleka, a do Łeby nie dojechaliśmy. Zabrakło niewiele, ale nie było sensu pchać się tam tylko po to, żeby dojechać. W Wicku udało nam się znaleźć kawałek trawnika, ale gospodarz był na tyle miły, że użyczył nam przyczepy campingowej. A na widok naszego posiłku -parówek pokrojonych w plasterki na patelni, po kilku minutach przyniósł pyszne danie na talerzu :D
<= Poprzedni
Następny =>

Dane wyjazdu:
134.56 km 10.00 km teren
07:56 h 16.96 km/h:
Maks. pr.:46.05 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:340 m
Kalorie: kcal

Pomorze wcale nie jest płaskie

Poniedziałek, 27 lipca 2009 · dodano: 08.08.2009 | Komentarze 0

Świnoujście -> Międzyzdroje -> Dziwnówek -> Trzebiatów -> Kołobrzeg -> Koszalin -> Ustronie Morskie -> Gąski
Pobudka i tak za późno, bo już zaczęli po okolicy łazić ludzie i gapić się na nas jak na UFO. Szybko zebraliśmy się z naszego pięciogwiazdkowego hotelu i w drogę. Do Międzyzdroi przez Woliński PN pełen wrednych górek. W Międzyzdrojach poszukiwanie alei gwiazd i oczywiście mój towarzysz odnalazł swój podpis :P No jakby inaczej, takiej postaci nie mogło tam zabraknąć xD. Potem do Dziwnówka, gdzie zatrzymaliśmy się na plaży i nawet udało mi się trochę popływać. Poszukiwania rodziny Aniasza nie trwały długo, przeprosiliśmy za kłopot z nami związany i jedziemy dalej. Po drodze minęliśmy ruiny kościoła w Trzęsaczu, następnie przez Trzebiatów, Kołobrzeg. Trochę spóźniliśmy się, bo dzień wcześniej w Trzebiatowie odbywały się zawody Strong Man, a tak z ciekawostek to w mieście tym odbywa się coś takiego jak "Święto kaszy". W Kołbrzegu sklep ze sprzętem militarnym. Za Kołobrzegiem w lewo na Ustronie Morskie i dalej w prawo wzdłuż wybrzeża. Po jakimś czasie asfalt zamienił się w błotnisto- piaszczystą drogę. Ciężko było znaleźć miejsce na nocleg, bo jak nie teren wojskowy, to zakaz wstępu na wydmy, a pól namiotowych pełno, więc spanie u kogoś w ogródku odpada. Na pole oczywiście nas nie stać. W Gąskach w końcu skręciliśmy na plażę i tam zostaliśmy.
"Śpij, nocą śnij, niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi..." © yeti91

Podpis i dłoń Gwiazdy ;) © yeti91

Morza szum... Trzęsacz © yeti91

Ruiny kościoła © yeti91

Pojazd nieco przypominający nasze rowery :P © yeti91

Odważny Dudek zamoczył stopy xD © yeti91

Zachód słóńca © yeti91

Zdjęcie z wycieczki rowerowej © yeti91

<= Poprzedni
Następny =>

Dane wyjazdu:
185.00 km 80.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:570 m
Kalorie: kcal

Tam gdzie nie ma dróg, są ścieżki rowerowe

Niedziela, 26 lipca 2009 · dodano: 07.08.2009 | Komentarze 0

Szczecin -> Buk -> Blackensee -> Hintersee -> Ueckermunde -> Anklam -> Pinnow -> Usedom -> Zirchow -> Świnoujście
Tak szybko nie udało nam się uciec, po powrocie z mszy św. rodzina Tomka chciała na s zatrzymać aż do obiadu, ale aż tyle czasu nie mogliśmy spędzić w Szczecinie. Skończyło się tylko na pysznym śniadanku. Potem obdarowani prowiantem na drogę ruszyliśmy w str. granicy niemieckiej. I właśnie przed samą granicą spotkaliśmy bikera, który udzielił nam przydatnych wskazówek. Niemcy bardzo pozytywnie nas zaskoczyły - pełno ścieżek rowerowych i nawet tam gdzie droga dla samochodów jest średnio przejezdna obok można natrafić na 2m asfaltową ścieżkę rowerową. A rowerzystów tutaj pełno, zwłaszcza z sakwami lub przyczepkami. Co jakiś czas drogowskazy i mapki, żeby się nie zgubić. A kierowcy mili jak nigdzie, potrafią nawet zjechać z drogi i ustąpić miejsca rowerzyście. Ścieżki są albo asfaltowe, albo żwirowe, dużo też jest wyłożonych płytami betonowymi. Pierwszy odcinek pokonaliśmy nasypem kolejowym praktycznie cały czas przez las, potem trochę asfaltu i płyt. Żeby nie płacić ok 30zł za przeprawę promową musieliśmy dojechać do Anklam na jedyny most. Niestety nie udało się wrócić do Polski za widoku. W Świnoujściu znaleźliśmy się przed północą, kupiliśmy podstawę naszego wyżywienia czyli mleko i przedostaliśmy się promem na drugą stronę miasta. Jeszcze tylko odwiedziny stacji benzynowej w celu kupienia zapalniczki i szukamy jakiegoś zabudowanego przystanka. Wpadamy na drogę krajową, jedziemy kilka km i nic. Padnięci rozkładamy się gdzie bądź, gotujemy mleko i dobranoc...
Oryginalny domek- ścieżka rowerowa, Deutschland © yeti91

Ueckermunde, Zalew Szczeciński © yeti91

Przed Anklam © yeti91

Przeprawa promowa- Świnoujście © yeti91

<= Poprzedni
Następny =>

Dane wyjazdu:
221.00 km 0.00 km teren
13:16 h 16.66 km/h:
Maks. pr.:45.58 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:670 m
Kalorie: kcal

Przez puszczę w Szczecinie

Sobota, 25 lipca 2009 · dodano: 06.08.2009 | Komentarze 0

Świebodzin -> Lubrza -> Łagów -> Koryta -> Walewice -> Sulęcin -> Kostrzyn nad Odrą -> Chwarszczany -> Mieszkowice -> Chojna -> Gryfino -> Szczecin
Wstaliśmy wcześnie rano i wyjechaliśmy chyba ok. 6. Z Przemkiem pożegnaliśmy się wczoraj, żeby go nie budzić o tej porze. Najpierw tak jak wczoraj do Lubrzy, później na Łagów. Tam śniadanko przy zamku i jedziemy dalej. Mieliśmy się dostać do Sulęcina przez Jemiołów, ale miejscowi zapytani o tą drogę powiedzieli,że jej nie ma. W końcu dowiedzieliśmy się, że obok niej jest teren wojskowy i być może dlatego, że jest tam zbyt niebezpiecznie, droga w rzeczywistości nie istnieje. Pojechaliśmy kawałek główną, potem boczną i zagmatwaną trasą. Z Sulęcina do krajowej 22, potem prostą i nieciekawą drogą do Kostrzyna nad Odrą. W Kostrzynie też nie znaleźliśmy nic ciekawego, oprócz burzy, którą przeczekaliśmy na przystanku. Było późno, więc jechaliśmy najkrótszą drogą w stronę Szczecina. Zaraz przed przejazdem pod autostradą dosłownie padliśmy,co zmusiło nas do zatrzymania się na stacji i zjedzenia zapasów. Do Szczecina dojechaliśmy już jak było całkiem ciemno, ale to nie koniec. Wjechaliśmy ulicą Rymarską i jedziemy tak cały czas, ciocia Tomka kieruje nas przez telefon. Mamy jechać jakąś autostradą poznańską. Skręciliśmy na nią i tu szok :0 jedziemy i nagle zaczyna się las, kończą się latarnie. Zastanawiamy się, czy nie zbłądziliśmy. Las ciągnął się chyba z 5 km, i już wątpimy czy dojedziemy dzisiaj na miejsce. Jedziemy sobie i nagle ktoś z samochodu jadącego w przeciwnym kierunku drze się :"Tomek, Tomek!". A Tomek tak ostro zahamował, że nie zdążyłam zareagować, a siedziałam mu na kole. No to wywaliłam się z moją całą lokomotywą, ale na szczęście szybko się zebrałam. Wujek Tomka doprowadził nas na miejsce etapami tzn. było coś takiego:" Jedźcie prosto na światłach w prawo, na rondzie drugi wyjazd, potem prosto i w lewo, ja będę tam czekał". No i czekał i następne komenda i znowu to samo i tak chyba 4 razy :D Ale udało się ! dotarliśmy :)
Nietypowa ściana budynku poczty w Lubrzy © yeti91

Łagów- wiadukt kolejowy © yeti91

Śniadanie na zamku © yeti91

Pomnik przyrody nad Jeziorem Łagowskim © yeti91

Ponorama z wieży widokowej "Czarnowska górka" PN Ujście Warty © yeti91

<= Poprzedni
Następny =>